Okładki
Trudno sobie obecnie wyobrazić, by dana książka nie posiadała okładki, choćby symbolicznej. W postaci, w której współcześnie istnieje, okładka jest jej potrzebna, by książka się nie niszczyła. Nie potrzebowały jej rulony, które wkładano do specjalnych tub, by zabezpieczyć je przed uszkodzeniami. Pierwsze książki miały formę kodeksów; ich grzbiety były zszywane nitką. Papier był cennym materiałem, nie można więc było sobie pozwolić na zmarnowanie zbyt wielu kartek przed właściwym drukiem, zwłaszcza że i tak szybko niszczały. W ten sposób wyodrębniła się nowa część księgi – okładka/oprawa, która miała chronić przed uszkodzeniami. Pierwsze z nich były bardzo wytrzymałe – wytwarzano je z drewna, które okładano zwierzęcą skórą. Znacznie też przyczyniały się do wagi danego egzemplarza – mogły być najcięższą częścią książki. Niewiele powstawało wtedy dzieł i nie wszystkie kopiowano, dlatego skoro jakiś druk ujrzał światło dzienne, bywał on zazwyczaj ozdobny. Okładki mogły być mniej lub bardziej dekoracyjne, a te najpiękniejsze inkrustowano drogimi kamieniami, złotem i srebrem. Często posiadały także specjalne okucia w rogach, a także misterne zabezpieczenia przed otwieraniem. Pewnym trendem były książki kapturowe, które posiadały specjalny worek – nie tylko chronił, ale pozwalał łatwo przemieścić dany egzemplarz z miejsca na miejsce. Dziś okładki są dużo mniej znaczące. Zazwyczaj są grubsze od samych kartek, jednak nieznacznie. Wykorzystuje się je również do celów marketingowych – zamieszcza się na nich pochlebne recenzje, hasła nawołujące do czytania lub slogany typu „Andrzej Sapkowski poleca”.